Muzyczny tydzień

Tak się złożyło, że okolice naszego narodowego listopadowego święta obfitowały w kilka ciekawych wydarzeń muzycznych. Zaczęło się 10 listopada od występu lounge’owo-chilloutowego De Phazz w dawnym klubie WZ, obecnie nazywającym się Kultowa. Generalnie niewiele się tam zmieniło, może z wyjątkiem sporej ilości zdjęć Kazika i Kultu na ścianach. Niemiecką kapelę można było obejrzeć i posłuchać już jakiś czas temu na wrocławskim Rynku. Doskonała muzyka w profesjonalnym wykonaniu, świetni wokaliści z głosami jak dzwony. Zarówno oni, jak i publiczność bawili się wyśmienicie. Zespól promował swoją nową płytę Lala 2.0, która zyskuje dopiero po dłuższym słuchaniu. Zagrał też kilka starszych utworów. Po koncercie można było dostać autograf np. na plakacie czy płycie. Jedynym (gastronomicznym) zgrzytem podczas imprezy było podawanie napojów w plastikowych kubkach. Bezcenne były miny zamawiających np. whisky, które nalewane było do ordynarnego plastiku rodem z wiejskich festynów – jakby organizatorzy obawiali się, że publiczność będzie rzucać szkłem w zespól – to nie ta muzyka i nie te emocje! Szefowie Kultowej – zastanówcie się na przyszłość.

Następne wydarzenie to sobotni (13.11) koncert w ramach festiwalu Gitara 2010 austriackiej gitarzystki Julii Malischnig. W przepięknej sali Starej Giełdy (ozdobionej ogromnym sufitowym witrażem) na Placu Solnym, nieznana wcześniej pani dała popis gry na gitarze klasycznej. Nie tylko grała, ale też zaśpiewała. Opowiadała o wykonywanych utworach własnej kompozycji, okolicznościach ich powstania, atmosferze temu towarzyszącej. Występ na początku popsuli panowie fotografowie, którzy trzaskającymi migawkami swoich ogromnych aparatów zagłuszali dźwięki gitary.

Następni byli angielscy punkowi weterani, czyli G.B.H. Emeryci zagrali w klubie Alibi 16 listopada. Dało się tam już posłuchać dobrze nagłośnionej muzyki, jednak nie tym razem. W sumie nie ma się co dziwić, skoro obsługujący konsoletę młodzieniec na laptopie obok oglądał mecz koszykówki. Być może punkowe kapele celowo tak nagłaśniają koncerty, bo w przypadku Exploited było podobnie. Ale co tam – dali ognia, zagrali swoje znane od lat kawałki, jak też kilka z nowej płyty, niespecjalnie odbiegających od stylistyki tych starych. Colin cały czas nawijał z publicznością, wspomniał też coś nawet o Tomaszu Gollobie 🙂 Supportem Anglików byli polscy weterani – zespół Moskwa. Dla nich czas rzeczywiście zatrzymał się w miejscu, bo ich koncert niewiele się różnił od tego, który odbył się wiele lat temu w domu kultury budowlanych Mozaika przy Braniborskiej, a zakończył ogólną zadymą z ZOMO. Krótko mówiąc – chłopcy byli słabi, a fakt, że są (lub byli) uważani za najszybszą polską kapelę punkową o niczym nie świadczy.

Na koniec wizyta w… filharmonii. Dwa dni po koncercie w Alibi uszy zostały ukojone kameralnym koncertem. Zestaw klarnet i fortepian brzmi naprawdę nieźle, jeśli instrumentami posługują się wirtuozi – a tak można określić Dawida Jarzyńskiego (klarnet) i Annę Czaicką (fortepian). Potrafili wyczarować niesamowite dźwięki, a ich współbrzmienie tworzyło niepowtarzalną atmosferę. Nie będąc znawcą napiszę krótko: bardzo mi się podobało.

Jak widać, w ciągu kilku dni da się pogodzić skrajne zdawałoby się rodzaje muzyki. I każda na swój sposób była doskonała!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s