Taka interesująca roślina wyrosła obok wrocławskiej katedry. Po zmroku robi naprawdę niesamowite wrażenie. Szkoda, że efekt psują rusztowania wokół.


Taka interesująca roślina wyrosła obok wrocławskiej katedry. Po zmroku robi naprawdę niesamowite wrażenie. Szkoda, że efekt psują rusztowania wokół.


Kilka fotek wzburzonej Odry zrobionych z brzegu Ostrowa Tumskiego. Rzeka wzburzona o poziomie wyższym niż zazwyczaj. Zniszczeń dokonała na Kozanowie.

Most Pokoju – normalnie przepływają pod nim statki wycieczkowe.

Widok na kładkę obok Muzeum Narodowego.

Rzut oka w stronę Hali Targowej.

Wody jakby przybyło…

Słabe i niezbyt śmieszne. Szkoda czasu.


W ramach cotygodniowej akcji Gazety Wyborczej “Pokażę Ci moje miejsce we Wrocławiu”, wybraliśmy się na spacer po Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Na jego dziedzińcu powitał nas dyrektor Adolf Juzwenko, który sporo opowiadał o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Ossolineum (m.in. o rozbudowie i przejęciu budynku farmacji naprzeciwko instytucji na Szewskiej).

Dowiedzieliśmy się, że obecna siedziba Zakładu wybudowana została w latach 1680-1715 i mieścił się w niej Zakon Szpitalny Kawalerów Krzyżowych z Czerwoną Gwiazdą. Po sekularyzacji w 1811 roku aż to końca II wojny światowej znajdowało się tu katolickie gimnazjum św. Macieja dla mężczyzn. Patron gimnazjum jest też patronem kościoła, do którego pierwotnie przylegał budynek za pośrednictwem południowego skrzydła, zburzonego na początku XX wieku wobec konieczności zorganizowania boiska sportowego dla gimnazjalistów (w skrzydle za czasów istnienia klasztoru mieściło się dormitorium, czyli sypialnia zakonników). Po wojnie, kiedy zdecydowano przenieść siedzibę Zakładu ze Lwowa, wybór padł na budynek przy Odrze ze względu na posiadaną przezeń kopułę (podobnie jak w pierwotnej, lwowskiej siedzibie). Znajdująca się w skrzydle północnym, zwana belwederem, ozdobiona jest wewnątrz XVIII-wiecznymi freskami, a obok niej znajduje się taras, z którego rozciąga się widok na Ostrów Piaskowy i Tumski.

Mieliśmy okazję wejść na taras, ale wcześniej zobaczyliśmy refektarz z oryginalnymi, barokowymi dekoracjami stiukowymi, zasiedliśmy za stolikami w czytelni oraz zwiedziliśmy bardzo ciekawą wystawę pt. “Wszystkie modlitwy Rzeczypospolitej”. Jedna z sal wystawy to sala znajdująca się pod kopułą, więc można ją było zobaczyć od wewnątrz.

Siedzibę Zakładu z kościołem św. Macieja (będącego siedzibą duszpasterstwa akademickiego) łączy pięknie odrestaurowany ogród. Ostatnim punktem wycieczki była wizyta w kościele, którego wnętrze nie należy do zbyt okazałych. Za to okna zdobią piękne, współczesne witraże.



Podobnie jak wiele tysięcy osób w sobotni wieczór daliśmy się skusić ofercie darmowego zwiedzania muzeów. W niektórych przypadkach o zwiedzaniu ciężko jest mówić – było to raczej zaliczanie ze względu na tłumy. Zaczęliśmy od Muzeum Poczty i Telekomunikacji, gdzie można obejrzeć eksponaty związane z tą branżą. Muzeum dość skromne, kolekcja uporządkowana i przejrzysta. Duże wrażenie (ze względu na rozmiary) robią oryginalne dyliżanse pocztowe (szczególnie największy z nich, mogący przewieźć 23 osoby). Interesującym sposobem przekazywania informacji na odległość był niegdyś system wież optycznych (model jednej z nich znajduje się w kolekcji). Zobaczyliśmy też mnóstwo odmian skrzynek pocztowych, telefonów, telegrafów czy dalekopisów. Interesujące były także mundury niegdysiejszych poczmistrzów.
Następny był Pałac Królewski mieszczący Muzeum Miejskie Wrocławia. Tak jak się spodziewaliśmy – w środku i na zewnątrz tłumy zwiedzających. Do tego prawdopodobnie przestała działać klimatyzacja i zaduch był okropny. Poruszając się w żółwim tempie prześlizgnęliśmy się wzrokiem po bogatych zbiorach, zajrzeliśmy też do pięknie utrzymanego ogrodu. Niestety - w tych warunkach nie dało zatrzymać się na dłużej chociażby po to, żeby obejrzeć wyświetlane stare kroniki filmowe o Wrocławiu.
Następny był Ratusz, w którym eksponatów zabytkowych zbyt wiele nie ma, ale są za to wystawy. Jedna z nich to interesujące przedmioty wykonane ze szkła, druga to obrazy malarza Nitki (jak głosiły plakaty) i ostatnia, chyba najbardziej interesująca, to fotografie wykonane w Japonii na początku wieku. Czarno białe zdjęcia pokazujące życie i pracę zwykłych ludzi, jak też słynny japoński teatr kabuki.
Z Rynku przeszliśmy się na ulicę Widok do centrum WRO, gdzie prezentowano sztukę nowoczesną, a nawet bardzo nowoczesną. Przed monitorami siedzieli ludzie w słuchawkach i obserwowali, co się dzieje na ekranach. Pokazano też makietę Wrocławia za 30 lat. Prawdę mówiąc ciężko było się zorientować, o co tam chodzi.
Ostatnim akcentem zwiedzania było Muzeum Przyrodnicze mieszczące się obok ogrodu botanicznego. Tam poszły już tylko dziewczyny i twierdzą, że było najbardziej interesujące. Mnóstwo spreparowanych szkieletów i innych przedmiotów odzwierzęcych wzbudziły ich szczególne zainteresowanie.
Na tym zakończyliśmy rajd po muzeach z mocno obolałymi nogami. Wracając do domu widzieliśmy jeszcze kłębiący się tłum pod Muzeum Narodowym i ciekawą iluminację pierwszego wrocławskiego wieżowca, czyli gmachu poczty na Purkyniego.


Dziś chór chłopaków Pueri Cantores Wratislavienses wziął udział w uroczystości otwarcia muzeum miejskiego Wrocławia. Udostępniony po ośmiu latach remontu Pałac Królewski prezentuje się pięknie. Otwierali go, oprócz dyrektora muzeum dra Macieja Łagiewskiego, minister kultury Bogadan Zdrojewski oraz prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Prócz chłopaków śpiewały jeszcze trzy chóry, z którymi mieli okazję wystąpić kiedyś w synagodze. Niesamowite było wspólne wykonanie Gaude Mater. Potężna salwa bractwa kurkowego dała sygnał do przecięcia wstęgi i otwarcia muzeum. Skorzystaliśmy z okazji, żeby jako jedni z pierwszych je zwiedzić.

Gang Św. Mikołaja, czyli ekipa około dwustu wrocławskich motocyklistów na ulicach miasta 6. grudnia 2008 r. Zasuwaliśmy za nimi IVECO Daily 4×4, które robiło nie mniejsze wrażenie. Zanim gang ruszył, motocyklowi Mikołaje częstowali ludność słodyczami na wrocławskim rynku.

Raj utracony powstał jako drugie, po Diabłach z Loudun, dzieło sceniczne kompozytora. Jego światowe prawykonanie odbyło się 29 listopada 1978 w Lyric Opera w Chicago i zostało napisane na zamówienie tej sceny. Polska prapremiera Raju utraconego w reżyserii Marka Weissa-Grzesińskiego i pod kierownictwem muzycznym Andrzeja Straszyńskiego miała miejsce w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie przed 10 laty.
Dzieło oparte na poemacie Johna Miltona rozgrywa się w dwóch światach, otchłani piekła oraz w rajskim ogrodzie i opisuje wędrówkę bohaterów dramatu: Ewy i Adama na ziemię. Przez te światy przeprowadzi nas Milton, poeta, w którego postać wcielił się wybitny aktor Jerzy Trela.
Raj utracony wymaga znakomitych głosów i umiejętności aktorskich solistów, świetnych zespołów orkiestry i chóru, które sprostają trudnym zadaniom postawionym przez kompozytora, a także pełnych ekspresji tancerzy biorących udział w przedstawianiu scen biblijnych. Od realizatorów zaś wymaga wybitnych zdolności inscenizacyjnych.
Wrocławską realizację muzycznie przygotował Andrzej Straszyński, inscenizacja, reżyseria i scenografia są dziełem Waldemara Zawodzińskiego, choreografię przygotowała Janina Niesobska, a kostiumy zaprojektowała Małgorzata Słoniowska.
Oprawa spektaklu premierowego była bardzo uroczysta. Na widowni honorowe miejsce zajął sam kompozytor, obok niego dyrektor wrocławskiej opery Ewy Michnik, minister kultury Bogdan Zdrojewski, prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz oraz marszałek województwa dolnośląskiego Marek Łapiński. Chór chłopaków wystąpił w trzech scenach. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda tworzenie spektaklu od kulis (w których staliśmy obserwując akcję na scenie) no i otrzeć się o sztukę przez duże S i jej twórców. Raj utracony jest nadal w repertuarze opery i warto go zobaczyć chociażby ze względu na niesamowitą inscenizację z rewelacyjnymi efektami multimedialnymi. Doskonały chór i odtwórcy głównych ról dopełniają reszty.
Polecamy!
This slideshow requires JavaScript.

Lądowanie samolotów AN 124 Rusłan na Wrocławskim lotnisku Strachowice w dniu 22.03.2002 r. Przyleciały po sprzęt wojskowy dla żołnierzy w Afganistanie.